“Wie pani, jak to mówią, co nas nie zabije to wzmocni!” – powiedział mi parę miesięcy temu lekarz na pogotowiu, gdzie trafiłam po niegroźnym ale bolesnym wypadku rowerowym. Uśmiechał się fachowo i pewnie wiedział co mówi, ale ja miałam ochotę odwarknąć mu wtedy pytaniem “Po co mi niby tyle wzmocnienia?“. Co zresztą często jawi mi się jako riposta na to przysłowie. Bo niby ma uspokajać… a tak jakoś czasem działa odwrotnie… Też macie takie wrażenie?

Bo bywa, zwłaszcza gdy jest nam źle, gdy jesteśmy w stresie, gdy coś nas gnębi – że żadne mądre słowa nie pomagają.
ciężar dumka komiksowegoSą po prostu rzeczy, zdarzenia, emocje które trzeba przeczekać…
brwi opadają… albo podejść do nich nieszablonowo. Myślenie out of th box jest takie bardzo na czasie 😉

oszczędzanie nerwówKreatywne myślenie to za mało? Wtedy warto poszukać plusów:
brak zmian to dobra wiadomość
mała stabilizacjaAle trzeba uważać, żeby się nie zagalopować 😉

dostrzegac plusy
może to wrzody
A na co dzień? Pielęgnować swój optymizm, pozytywne myślenie, wiarę w siebie. Podobno najważniejsze jest to co w środku. Także w kontekście naszego myślenia o nas samych. Jeśli ja nie uwierzę w siebie to kto?

pozytywne widzenie wadżycie to nie bajkaNo a jeśli tego optymizmu i innych pozytywnych emocji nie starcza… jak sobie radzić? Jak wykorzystać ten niespodziewany nadmiar wzmocnienia z przysłowiowego “co nas nie zabije to wzmocni”? Może… tak?

wyrysować w komisieTo mój osobisty sposób. Działa! 🙂

Advertisements
Comments
  1. akinoreweht says:

    Ok. 5 lat temu, gdy miałam tak 11 lat, wywróciłam się na rowerze i została mi okropna, czarna blizna na kolanie. Przez 3 lata nie nosiłam krótkich spodenek i spódniczek, sukienek publicznie. Bałam się. Gdy w końcu przestałam się przejmować przewróciłam się niedawno ponownie, już z nie mojej winy ;). Mam teraz obok jeszcze jedną bliznę i piękne kolano. Jednakże już się nie przejmuje. Uzmysłowiłam sobie, że takie sytuacje mają mnie WZMOCNIĆ i dzięki temu nie boję się już tak bardzo jaką opinię wystawią o mnie ludzie, który nie znam i pewnie nigdy już nie spotkam. Ważni są Ci, któruch mam obok siebie.
    Pozdrawiam i naprawdę świetny post. 🙂

    • monikape says:

      no właśnie, okazuje się że mogą być dobre efekty czegoś co wydawałoby się delikatnie mówiąc niefajne. ja po swoim wypadku – zostały mi po nim trzy duże ciemne blizny na kolanie i pod nim – przez rok nie nosiłam szortów, sukienek czy spódnic – chyba że z kryjącymi rajstopami. aż pewnego razu pomyślałam “chrzanić to” i tyle. nie ma co się kryć, jestem jaka jestem, a jakaś tam jedna, druga czy trzecia blizna nie czyni mnie “gorszą”. choć z kobiecego punktu widzenia – jesteśmy nastawione na walory wizualne, estetykę itd. – przemóc się jest ciężko ale… można. a nawet trzeba 🙂
      dzięki za komentarz i też pozdrawiam 🙂

      • akinoreweht says:

        Dokładnie. W 100% się zgadzam. Moje brzydkie, nieestetyczne blizny nie powinny sprawiać, że mam pożegnać sie z kobiecymi sukienkami i butami na obcasie. W końcu to zrozumiałam. Dzięki za odpowiedź! 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s