Czas odmierzany po kociemu

Posted: October 22, 2014 in Ciekawostki, Palcówki o kotach
Tags: , , , , , , ,

Czas pędzi jak szalony. Tak tak, ani się obejrzałam, a minęły już dwa lata. Wypełnione sierścią w każdym zakamarku mieszkania, śpiewami do much, mrrrrruuuuczandami do ucha, przynoszonymi do łóżka podarkami (zabawki, skarpetki, takie tam 😉 ), żwirkiem tu i tam, powitalnymi skokami gdy wracam do domu, spojrzeniami w oczy niczym najprawdziwszy shrekowy Kot gdy wychodzę do pracy…
Zgadza się, mój kot Louis kończy dwa lataurodziny louisaKiedy dokładnie urodził się Louis – tego się nigdy nie dowiem. Trafił do mnie z ulicy, uratowany przed niechybnym zamarźnięciem w nieprzychylne listopadowe dni przez moich przyjaciół, Magdę i Piotrka. Oni nie mogli go zatrzymać, u mnie miał zostać tylko na przechowanie – zanim znalazłby się dla niego dom na stałe. Weterynarz określił, że ma około miesiąca, ale ile dokładnie – nie wiadomo.
Był maleńki, nieobyty z ludźmi, bał się dosłownie wszystkiego, nawet głośniejszego ziewnięcia. Ale kiedy już się go mocno przytuliło wczepiał się łapkami w człowieka jak w najbezpieczniejszą kryjówkę i najukochaniej na świecie, ciuchuteńko mruczał. Oczywiście zanim się zorientowałam – skradł moje serce i  nie było już mowy o tym, by zamieszkał z kimś innym niż ja.
Louis - niecałe 1,5 miesiąca
Pierwsze kilka dni spędziłam z nim w domu, niemal 24 godziny na dobę utulając, dokarmiając, wyciągając przestraszonego spod szafy i ucząc czym jest pudełko wypełnione żwirkiem – prowizoryczna kuweta. Dostał do spania pudełko po butach górskich i mój ulubiony, zielony koc (który obsikał z milion razy). Zanim nauczył się samodzielnie jeść trzeba było go karmić pipetą (zresztą z jedzeniem, a właściwie brzuszkiem kocim, przez pierwsze dwa miesiące było sporo problemów – miałam wrażenie, że gabinet weterynarza to niemal mój drugi dom; na szczęście trafiłam na relewacyjnego specjalistę, który zadbał o to, by mały burasek z ulicy w pełni wrócił do zdrowia).
Louis dopiero po tygodniu odważył się wyjść z mojego pokoju i zapoznać z Jackiem, moim współlokatorem,  a przede wszystkim z Szelmą – jego półroczną kotką. Po tym pierwszym spotkaniu młody uciekł na trzęsących się nóżkach i schował tak, że sporo czasu zajęło mi odnalezienie go ukrytego w kanapie. Ale potem, z każym dniem, było nieco lepiej. Jacek starał się go oswajać, Louis zaakceptował też Szelmę – a ona jego, choć to charakterna kobitka i trochę się obawiałam, czy się dogadają. Niepotrzebnie. Znaleźli swój koci język i spędzali ze sobą sporo czasu.
2a2b
Louis się powoli oswajał, nie tylko ze mną i z domem, ale i z innymi. Na Boże Narodzenie, choć wyjeżdżałam tylko na 3 dni, nie chciałam zostawiać go samego – zaopiekowała się więc nim moja koleżanka, Jagoda. U niej w domu uległ czarowi pachnącej, prawdziwej choinki, no i magii mieniących się bombek 😉
3Jakiś czas później przeprowadziłam się, wskutek czego Louis został jedynakiem – już bez towarzystwa Szelmy. Trochę za nią tęsknił (tak mniemam po smutnych miałkach), ale w końcu się przyzwyczaił do tego, że jest jedynym władcą nowego mieszkania.
W międzyczasie zaczął pojawiać się też w moich komiksach:
o kotach 2Podobny? 😉
o kotachDzisiaj jest dorosłym kotem – choć wciąż figluje i psoci jak mały brzdąc. Ale jak go nie kochać? No jak? 😉
57🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s