Co zapamiętałam z Wilna najbardziej? Że to miasto kotów, kościołów i kwitnących balkonów. No i jeszcze jedzenia, któremu trudno się oprzeć, ale zachowaniu wiotkiej sylwetki raczej nie służy. W kolejnej części serii „Palcem po mapie” zabieram Was na spacer po Wilnie… i nie tylko 🙂

1

Koty, koty wszędzie 🙂

1b

Wileńskie kwieciste balkony

Zacznijmy od kotów. To nie tak, że jestem kociarą i wszędzie ich wypatruję. I również nie to, że wyjeżdżając zostawiłam w domu Louis, do którego co i rusz gnały me stęsknione myśli. No, może trochę to rzutuje na sytuację, ale obiektywnie rzecz biorąc – w Wilnie koty są niemal na każdym kroku. Prawie każde podwórko, w którego cztery kąty zajrzałam, było królestwem co najmniej jednego, uroczego sierściucha. Zwykłe dachowce, ale czasem też rasowe, we wszelkich odcieniach, wieku i stopniu ufności względem moich radosnych przywoływań. Oczywiście pstrykałam im zdjęcia jak szalona.

Druga rzecz, która z pewnością charakteryzuje Wilno to kościoły, albo jeszcze szerzej – po prostu architektura. W jednym z przewodników dotyczących litewskiej stolicy znalazłam rozdział zatytułowany „W uściskach baroku”. Rzeczywiście, baroku w tym mieście dostatek, ale znajdzie się też trochę klasycyzmu i szczypta gotyku. Ogólnie Wilno ucieszy każdego, kto pała miłością do architektury, zwłaszcza zaś architektury sakralnej. Zresztą, nie bez powodu wileńska starówka (obejmująca podobno 360 hektarów!) jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

2cMoje serce skradł przede wszystkim kościół św. Anny, z fantazyjnymi, giętkimi liniami fasady. Usytuowany nieco na uboczu starego miasta, tuż przy zakolu rzeki Wilejki, ukazał się naszym oczom chwilę po tym, gdy zaczęłyśmy wędrówkę po mieście. Późnogotycka świątynia od czasu swego powstania w połowie XVI wieku przetrwała w niemal niezmienionej formie i robi naprawdę niesamowite wrażenie. Tuż obok niej znajduje się kościół bernardynów – może nie tak wspaniały, a może po prostu nieco przytłoczony kościołem św. Anny (który zresztą początkowo miał być tylko jego kaplicą przyboczną). Warto do niego zajrzeć. Nam trafił się kameralny wieczór z występem chóru męskiego – nawet jeśli ktoś nie przepada za tego rodzaju muzyką to w takiej przestrzeni, ze wspaniałą akustyką, miło było na chwilę się zatrzymać i posłuchać. Na tyłach kościoła usytuowany jest sporych rozmiarów Park Bernardynów. Nam nie udało się do niego dotrzeć, ale kto wie, może następnym razem 🙂

IMGP9442

Następne kroki zbliżały nas w stronę starówki. Aby do niej dotrzeć wybrałyśmy pierwszą z brzegu, jedną z wielu wąskich, krętych uliczek. Oczywiście już przy pierwszej bramie trafiłyśmy na ślad Adama Mickiewicza – jak się potem okazało, jeden z licznych. Pierwszy znalazłyśmy już przy kościele św. Anny – ogromny pomnik, który już z daleka kojarzył się z charakterystyczną sylwetką wieszcza w płaszczu (na marginesie dodam, że duch Mickiewicza co jakiś czas przypominał się w różnych miejscach – tutaj mieszkał, tam pisał, gdzieś pracował a w innym jeszcze miejscu lubił się przechadzać – nie dało się o nim zapomnieć 🙂 ). Okazało się, że wybrałyśmy jedną z bardziej znanych uliczek starego miasta, Bernardyńską, opisywaną w przewodnikach również jako Zaułek Bernardyński. Dotarłyśmy nią do placu katedralnego, gdzie przywitał nas zabawny – przynajmniej moim zdaniem – pomnik Giedymina, założyciela Wilna. Teoretycznie ukazuje on księcia w chwili, gdy pod wpływem proroczego snu o żelaznym wilku wskazuje miejsce, w którym powstanie gród. Jak dla mnie, wygląda raczej jak lunatyk, który zaraz spadnie z cokołu, ale cóż, kwestia interpretacji 😉
Klasycystyczna z zewnątrz katedra św. Stanisława i św. Kazimierza nie urzekła mnie jakoś specjalnie, sprawiła mi za to miłą niespodziankę po wejściu do środka. Nie można w niej oczywiście przegapić słynnej kaplicy św. Kazimierza.

2a

katedra w Wilnie

2ab

pomnik Giedymina

7 z zaułka bernadryńskiego

w Zaułku Bernardyńskim

Tuż za katedrą znajduje się tzw. Zamek Dolny, czyli część zespołu zamkowego; należy do niego również usytuowana na wzgórzu Wieża Giedymina, pozostałość tzw. Górnego Zamku, a obecnie punkt widokowy. Jeszcze dalej wyłania się kolejny punkt widokowy – Wzgórze Trzech Krzyży. Zamiast się na niego wspinać (można chyba też podjechać mini-kolejką) my skierowałyśmy się poza starówkę, w kierunku Antokolu. Nasz przewodnik wabił nas tam opisem wspaniałego, barokowego (jakżeby inaczej!) kościoła św. Piotra i Pawła. Za pierwszym razem miałyśmy pecha – akurat gdy dotarłyśmy na miejsce kościół był zamykany; zdążyłyśmy ledwie rzucić okiem do środka i dać się oczarować na tyle mocno, że wróciłyśmy tam kolejnego dnia. Naprawdę było warto! Z zewnątrz świątynia wygląda nieźle, ale aż tak bardzo nie chwyta za serce, natomiast jej bogate, przepiękne wnętrze to majstersztyk, który szkoda byłoby przegapić. Najbardziej zapadł mi w pamięci ogromny, kryształowy żyrandol w kształcie łodzi, zawieszony na skrzyżowaniu naw, oraz wyobrażenie śmierci, która zbiera swoje żniwo po równo, nie bacząc na stan społeczny czy majątkowy. Myślcie sobie co chcecie – takie rzeczy mnie po prostu cieszą 🙂

IMGP0100

kść. św. Piotra i Pawła

IMGP9836

wybrzeże

IMGP9925

starówka

IMGP9523

starówka

IMGP9863

🙂

IMGP9731

Stare Miasto

Wracając z Antokolu na stare miasto warto wybrać – najwygodniejszą zresztą, jeśli idziecie pieszo – drogę wzdłuż rzeki. Na drugim brzegu widać zabudowę już nie tak „starą”, a wieże kościołów mieszają się tam z bardziej współczesną, szklano-betonową architekturą. Ponieważ jednak czasu było mało, a starówka wileńska wciąż nie do końca jeszcze odkryta (pisałam już, że to 360 hektarów?) porzuciłyśmy myśl o drugim brzegu i żwawym krokiem wróciłyśmy na stare miasto. Tam zanurzyłyśmy się w kręte, malownicze uliczki. Trafiłyśmy na znaną z przewodników ulicę Literatów, pokręciłyśmy się w okolicach uniwersytetu (gdzie, kolejnego dnia, wróciłyśmy, aby obejrzeć rozpalający nasze spragnione artystycznych widoków dusze kościół św. Jana – piękna fasada!) i pałacu prezydenckiego (wyglądał na dziwnie opuszczony, nigdzie nie było widać nawet straży czy ochrony). Na ulicy Dominikanów zajrzałyśmy na chwilę do malutkiego Sanktuarium Miłosierdzia Bożego (w którym przechowywany jest znany obraz Jezusa Miłosiernego), a następnie, parę kroków dalej, zatrzymałyśmy się w przytulnej knajpce, Cozy. W końcu nie tylko doznaniami zabytkowymi człowiek żyje! Nasze żołądki zostały dopieszczone a portfele nie ucierpiały szczególnie. Hitem kolacji był śledź marynowany w… anyżku oraz mówiący po polsku, bardzo miły kelner. Ruszając w dalszy spacer, kilkanaście metrów dalej znalazłyśmy kolejny smakowity przybytek, Mood Makers Cafe. Co prawda przepięknie wyglądające makaroniki okazały się być takie sobie, za to lody o smaku mango uprzyjemniły nam kilka następnych chwil.

2d

kść. św. Jana

2f

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego

IMGP9492

w którejś z uliczek 🙂

2g

śmierć z kść. św. Piotra i Pawła

food_chłodnik

chłodnikowe mniam

food_bliny

blinowe mniam

IMGP9875

taką dietę to ja rozumiem 😉

Wracając powoli do hostelu przeszłyśmy przez Zarzecze, dzielnicę położoną rzut berem od starego miasta. Nazywana wileńskim Montmartrem jest miejscem pracy i życia studentów, artystów, hipsterów – i oczywiście obowiązkowym kierunkiem spacerów wszystkich wycieczek. Na szczęście ze swoim paryskim odpowiednikiem nie ma zbyt wiele wspólnego – nie ma tłumów, kiczu, typowych tzw. turystycznych atrakcji. Zarzecze to takie trochę małe miasteczko w mieście, kameralne i spokojne. Spacerując krętymi uliczkami wpadłyśmy na pracownie artystów, udekorowane mnóstwem kwiatów balkony i malownicze, choć nieco zaniedbane (a może właśnie dlatego malownicze?) podwórka. Wracając do hostelu zatrzymałyśmy się w centralnym punkcie dzielnicy, w knajpce tuż pod kolumną z symbolem Zarzecza – figurą anioła. Parę kroków dalej polecam zajrzeć do Vaisiné, niedużej kawiarni fair trade urządzonej w starej aptece. Piękne wnętrze, ciekawe produkty i pyszna kawa gwarantowane 🙂

4

Zarzecze

4b

🙂

4d

🙂

4a

Chrystus-Turysta

4e

pracownia

6b

Loesje jest wszędzie

IMGP9329

centrum Zarzecza

Większość ludzi, którym mówiłam, że wybieram się do Wilna pytało, czy planuję zobaczyć Rossę – słynny wileński cmentarz. Nie starczyło nam na to czasu. Z wileńskich must see, o których przeczytacie w każdym przewodniku, widziałyśmy oczywiście Ostrą Bramę, ratusz, cerkiew św. Praskiewy czy kościół św. Katarzyny. Postanowiłyśmy jednak wykorzystać czas do maksimum – i dzięki temu udało się nam wygospodarować kilka godzin na wizytę w Kownie i w zamku w Trokach. Tak naprawdę jednak – mimo intensywnie i wspaniale spędzonego czasu – wyjeżdżałam z Wilna z ukłuciem żalu w sercu. Żalu, że tak krótko, że tyle jeszcze do zobaczenia, że nie wiem kiedy tu wrócę. Ale że wrócę – to wiem na pewno! Dlaczego? Chyba najlepiej tłumaczy to ostatnie zdjęcie… 🙂

3a

widok przez Ostrą Bramę

IMGP0017

zamek w Trokach

6c

o tak!!!

4c

🙂

Palcówki w Wilnie 1

wiadomo 😉

6d

jeszcze bardziej tak!!!

Advertisements
Comments
  1. Art says:

    Odnośnie Zarzecza. Dodam, że Zarzecze jest republiką w mieście. Posiada nawet swoje wojsko (kiedyś to było ok. 100 żołnerzy), burmistrza i chyba walutę (honorowaną w LT wszędzie, chyba na zasadach naszych kolekcjonerskich dwuzłotówek). Zresztą można poczytać o tym w sieci.

  2. OczamiPandy says:

    Ile czasu potrzeba żeby tak samo Wilno zwiedzić? Bo też tam planuję, ale że moja wyprawa będzie ciut dalsza to na samo miasto mam góra jeden dzień. 🙂

    • monikape says:

      Jeden dzień to zawsze coś 🙂 Żeby obejść samo Stare Misto i bliskie okolice – zajrzeć na Antokol, Zarzecze – jeden dzień powinien wystarczyć. Wydaje mi się, że ogólnie na Wilno, żeby ruszyć się nieco poza centrum, nie mieć tempa żołnierskiego i “nacieszyć się” atmosferą – fajnie byłoby mieć tak 2-3 dni. Ale i w jeden da się sporo zobaczyć 🙂 Kiedy się wybierasz? I co prócz stolicy planujesz zobaczyć?

      • OczamiPandy says:

        Wybieram się przełom października i listopada, termin trochę taki średniawy, bo może być już zimno, ale co tam 🙂 Na początku myślałem o samym Wilnie, ale uznałem, że do tego miasta to zawsze mogę wrócić w miarę łatwo i z pierwotnego planu powstał taki, że jeden dzień w Wilnie, potem kolejny na Rygę i dwa dni na Tallinn, także w sumie w każdym państwie zamierzam tylko stolice obejrzeć. Wyjątkiem będzie Estonia, bo tam myślę dodatkowo o okolicy, ale nie wiem czy wyrobię się z czasem.

      • monikape says:

        Fajny plan. Termin – może być już chłodno, ale tego w sumie nigdy nie przewidzisz, a przynajmniej letnie tłumy Cię nie wymęczą 🙂 Już Ci zazdroszczę!!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s