Archive for the ‘Palcówki o poniedziałku’ Category

Szare dni, jeden po drugim, wloką się niemiłosiernie tylko po to, by dobrnąć do piątku i przemienić w weekend, tak samo piękny jak i kruchy, który następnie przejdzie znowu w szarą, nudną rzeczywistość? Jeśli tak postrzegacie świat to zapraszam do mojego, w którym każdy dzień jest niezwykły i… komiksowy 🙂 (more…)

Właściwie tytuł mówi już wszystko o zawartości tego posta: przed Wami 7 komiksowych shortów, a każdy z nich dotyczy jednego dnia tygodnia. Szczęśliwa siódemka? Powiedziałabym raczej, że bardzo wesoła siódemka 😉 (more…)

Dzisiaj, 19 stycznia, wypada Blue Monday – podobno najbardziej dołujący dzień roku. Nie wiem, jak u Was – u mnie nie jest tak jakoś bardzo dołująco, a przynajmniej nie bardziej niż w każdy inny, typowy poniedziałek 😉 Niemniej, na osłodzenie tego specyficznego dnia przygotowałam listę komiksowych rozweselaczy – zobaczcie sami! (more…)

Na studiach miałam obowiązkowe dwa języki obce: niemiecki i łacinę. O ile ten pierwszy całkiem mi się podobał (była to jednak sympatia nieodwzajemniona i dziś w tym języku potrafię jedynie wyznać że nie umiem w nim mówić), o tyle łacina to była droga przez mękę. Dosłownie i w przenośni. To co pamiętam z pierwszego i drugiego roku studiów to min. żółta książka do łacińskiej gramatyki, mój współlokator (też zmuszony do nauki tego języka) rzucający inwektywami przed każdą łacińską kartkówką i wieczne wyczekiwanie na korytarzu w Studium Języków Obcych na konsultacje. Jakoś udało mi się przez ten język przebrnąć, parę słów wbić do głowy i czasem nawet jakieś w miarę poprawne zdanie złożyć – na tyle, że egzamin końcowy zaliczyłam na nienajgorszą czwórkę.

Dziś, po tych kilku latach, prócz wspomnienia okładki podręcznika z samego języka jako takiego pamiętam niewiele. Na zawsze jednak wbiło mi się do głowy łacińskie powiedzenie, czy też cytat z jakiegoś tekstu, mianowicie: Sine labore miser esse. Czyli po naszemu: Bez pracy jestem nędzarzem. Zapamiętałam je szczególnie, bo wielokrotnie ze znajomymi rozprawialiśmy o sensie tego stwierdzenia. Każdy rozumiał je na swój sposób, a dziś – z perspektywy czasu – zapewne każdy z nas miałby jeszcze coś nowego do powiedzenia.  Ja, rysując od czasu do czasu swoje shorty komiksowe, i na ten temat się wypowiadam. (more…)

Chyba nie jestem jakimś szczególnym wyjątkiem ze swoją, oględnie nazwijmy to, niechęcią do tego nieszczęsnego dnia tygodnia, jakim jest poniedziałek. Wiadomo, po weekendzie, który zawsze jest za krótki (a często jest się po nim bardziej zmęczonym niż po całym tygodniu pracy) trzeba się  ogarnąć, wykazać energią, weną, a przynajmniej przetrwać do końca dnia. Poniedziałowe rozterki pojawiały się wielokrotnie w moich shortach. Tak jak na przykład tu: (more…)